Długo zbierałam się za napisanie tego posta. A dzisiaj, ponieważ akurat okazało się, że nie mam zajęć i że uda mi się zostać w Krakowie na weekend, postanowiłam troszkę Wam opowiedzieć, co u mnie słychać.
Studia - oswoiłam się już z dziwnym dla mnie trybem - "te zajęcia tu, te na innej ulicy, a tamte pół kilometra dalej" i udaje mi się dość sprawnie pokonywać odcinki moich tras. Mam już kilka zadań do wykonania na studia i dzisiaj je poprzygotowuję i może kilka nawet ukończę.
Ludzie - ci z kierunku i pokrewnych, z którymi mam wspólny wykład, są całkiem mili. Z jedną koleżanką zakumplowałam się bardziej, ale nie zamykam się na innych.
Jedzenie - dwa dni temu miałam okropny kryzys jedzeniowy, gdy usłyszałam bardzo niemiłe słowa od pani, która chyba sama chciała się dowartościować, obrażając przy tym mnie. Poza tym - jem dość regularnie. Nie liczę kalorii (robi to za mnie Ł i zdarza Mu się zasugerować mi - "dzisiaj było 1000, zjedz coś jeszcze"), nie ważę się, bo nie mam tu na czym, ale raczej (?) nie chudnę, ale i nie tyję.
Ruch - myślę, że jak na swoje standardy sporo chodzę (przedwczoraj było to 12498 kroków).
Taka piękna jesień w Krakowie 🍁
Rodzice - wydaje mi się, że już w pełni zaakceptowali moje mieszkanie u Ł i z Ł. Mama często dopytuje, co jadłam, a ja wysyłam Jej zdjęcia jedzenia... Trochę to dziecinne, ale wiem, że tylko szczerością mogę sobie pomóc (i pokazać Mamie, że zachowuję się odpowiedzialnie w tej kwestii).
Terapia/leczenie - i koleżanka, i moja Przyjaciółka zaproponowały mi pewną organizację/instytucję na mojej uczelni, która m.in może pomóc mi w znalezieniu specjalisty. Wystarczy, że napiszę do nich maila i opiszę swoją sytuację. Zamierzam zająć się tą sprawą w najbliższych dniach.
Pewnie troszkę Was dziwi, że powiedziałam prawie obcej osobie (koleżance) o moim zaburzeniu. Sytuacja wyniknęła bardzo naturalnie. Zaprosiłam koleżankę na kawę (swoją drogą, polecam Kaffebageri Stockholm - piękne wnętrza, przemili bariści i ponoć wspaniałe bułeczki) i właśnie przy składaniu zamówienia koleżanka zdziwiła się, dlaczego biorę tylko kawę, a nie (jak ona) kawę i bułeczkę. Zdecydowałam się powiedzieć jej o anoreksji (?) (Przepraszam, ale dziwnie nadal się czuję, nazywając tę chorobę po imieniu). Kolezanka zaoferowała mi wsparcie psychiczne, ale i wspomniała o tej organizacji/instytucji, o której piszę wyżej. Stwierdziłam, że szczerość przyniesie więcej dobrego niż pokrętne tłumaczenia w stylu - boli mnie żołądek/ząb/etc.
Powoli wstaję z łóżka i przygotowuję się do tego dnia. Życzę Wam spokojnego, dobrego piątku! I lecę Was poodwiedzać.
Trzymajcie się!