Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thinspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thinspiracje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 września 2021

16 Bilanse, licencjat, nauka i inne takie

 Przychodzę do Was z bilansem z ostatnich dwóch dni (niepełnym, bo gdybym miała przynajmniej orientacyjnie podać, co zjadłam wczoraj na weselu, chyba bym oszalała. Jadłam potrawy, których nawet nie umiem nazwać :D Ale malutko, po troszku, byleby było widać, że coś na tym talerzu jest). Przejdźmy może do tego, co ważniejsze. BILANSE!

Żeby była jasność - nie jestem z nich szczególnie zadowolona. Ciągle jem za dużo, niektóre rzeczy mogłabym sobie odpuścić np. masło orzechowe i dwie kanapki, które "miłosiernie" zrobiła mi Mama i przychodziła co chwilę, żeby sprawdzić, czy zjadłam... A ja nie chciałam bawić się w ukrywanie jedzenia i wyrzucanie go później. Może powinnam była tak zrobić...?

8.09 (środa)

Śniadanie:

kromka chleba z masłem i twarożkiem

herbata

Obiad:

2 ziemniaki

kieszonka z mięsa z grzybami w środku

trochę surówki z kapusty i marchewki

Kolacja:

2 kromki chleba z masłem, 2 plasterkami szynki i sera żółtego (kanapki od Mamy)

herbata

(w międzyczasie - woda, herbata, sok z czarnej porzeczki)


9.09 (czwartek)

Śniadanie:

pół miseczki twarożku z łyżką jogurtu naturalnego, solą i pieprzem

herbata

II śniadanie:

łyżeczka masła orzechowego

A potem było wesele.


10.09 (piątek)

Śniadanie:

kromka chleba z masłem

herbata

II śniadanie: 

kilka winogron 

kabanos

tost z serem

2 szklanki wody


Tyle na razie. Jest 9:17. Powiem Wam coś, co usłyszałam dziś od Mamy: "Ty nie masz mięśni! A jak nie będziesz jadła (!), to doprowadzisz do zaniku tych mięśni, które jeszcze masz". Ja tu widzę sprzeczność w logice tego zdania. Trudno. A, i jeszcze było coś o tym, że dawniej robiłam jajecznicę, a teraz nie (tylko dlaczego w takim razie słyszę, że jajka trzeba przyoszczędzić na ciasto, na coś jeszcze... Dostajemy jajka, takie "prawdziwe", od kur, które chodzą po podwórku przez cały dzień, więc nie zawsze tych jajek jest dużo). Okej, nevermind, dzisiaj mam rozmowę z Promotorem na temat pytania, jakie będzie chciał mi zadać na obronie. Obronę mam jednak we wtorek. Nie było podpisów wszystkich osób z komisji na jakimś arkuszu, dlatego jest ten dzień zwłoki. Muszę dzisiaj też zadzwonić do dentystki i przełożyć wizytę na inny termin. I dzisiaj są poprawiny tego wesela. Liczę, że posiedzę przez jakąś godzinę i pojedziemy. Dla mnie to strata czasu. Postaram się jeść mało. Wieczorem dodam resztę bilansu i jakąś thinspirację, może nawet kilka. Teraz chcę się trochę pouczyć.

Jutro się ważę i mierzę. Na pewno przytyłam. Same widzicie, ile jem. Od wtorku - ograniczam. Bardzo chciałabym już być po obronie i mieć spokój z tymi studiami. Oczywiście, czeka mnie załatwianie dyplomu, bo w środę muszę już składać papiery na magisterkę, ale Promotor zapewnił mnie, że z tym problemu nie będzie i że sam osobiście zadzwoni do Pani z dziekanatu i Ją ponagli. No i czeka mnie jeszcze wyprawa do Poznania, żeby "podziękować" Promotorowi. Chyba dam Mu jakiś lepszy alkohol. Czy tak wypada? Thinspiracje wstawię za chwilę, muszę przynieść laptop i notatki. 

Obiad:

3 kluski śląskie

żurek

trochę surówek: z białej kapusty, z czerwonej kapusty i z marchewki

2 pierogi z mięsem (nie wiedziałam wcześniej, z czym są)

2 herbaty owocowe

Trzymajcie się!






poniedziałek, 6 września 2021

12 Jedno mnie cieszy


Ten post powstaje na telefonie. Mój laptop wzięła Mama do pracy, bo na Jej komputerze nie działa dźwięk, a ma jakieś spotkanie online. 

Jest 10:14. Zjadłam kanapkę z twarożkiem około 6:20, natomiast teraz 3 małe placuszki z ciasta jak na naleśniki, ale bez cukru. Zjadłam je z twarożkiem przyprawionym solą i pieprzem. Usmażyłam jeszcze 3, ale zjem je później, może na kolację? Jem za dużo. Teraz cieszę się, że przez te dni nie podliczam kalorii, bo bym się załamała. Wczoraj się zważyłam wieczorem. Przytyłam. 42 kg. Jedno mnie cieszy - gdy się pochylę, mój kręgosłup wystaje. Może to dziwny powód do radości. Poza tym kręgosłupem, nic innego w moim ciele mnie nie cieszy. Nic. Nic mi się nie podoba. Co z tego, że trochę urosły mi włosy, jeżeli ciągle słyszę: "liche są, ja bym je obcięła". Mam dzisiaj paskudny nastrój. Zostały mi jeszcze 4 godziny "wolności", może 4 i pół. Próbuję się uczyć. Za tydzień obrona. Jeszcze nie wprowadziłam pracy do systemu, Ł chce na nią zerknąć przed tym. Muszę usiąść do tego, muszę się pouczyć. Nie mam ochoty nawet na masło orzechowe. Chyba znowu chciałabym jeść po 300-500 kcal. Czuć się lekko. W czwartek mam wesele u Kuzyna. Znowu będzie jedzenie, a ja nie będę tańczyć (nikt z mojej bliskiej Rodziny nie będzie, bo brat Mamy nie żyje, notabene ojciec pana młodego), zresztą... I tak nie umiem. Ł nie lubi wesel ani tego typu uroczystości. Żałuję teraz, że Go nie namówiłam. Przynajmniej byłby przy mnie i czułabym się lepiej. Moja Mama Go nie znosi, bo wygarnął Jej kilka razy przez telefon, jaka jest naprawdę (sam ma taką Mamę, ale odciął się prawie zupełnie od Niej). Poznałam Jego Mamę i to kalka mojej. Takie samo zachowanie względem gości (w tym przypadku - mnie), jakie obserwuję u swojej Mamy - sympatyczna, przemiła, nieba by uchyliła. Względem domowników to samo, co u mojej Mamy - wszyscy mają robić to, co Ona chce. Pamiętam jak moja próbowała skłócić mnie z Przyjaciółką M (podaję inicjał, bo to inna Przyjaciółka niż ta, do której piszę Listy) - nie poszła na studia? jak to? Nie powinnaś się z Nią przyjaźnić! Gdy powiedziałam M o tym, była w szoku: "co? Przecież twoja Mama zawsze dla mnie taka miła, zawsze mnie zagadnie, gdy gdzieś mnie spotka...". 

Resztę placuszków zjadła moja Mama. Dzisiaj wróciła wcześniej z pracy. Zdążyłam zjeść rosół z makaronem. Na drugie mają być ziemniaki, grzyby, za którymi nie przepadam i jakieś skrzydełka, które smakują jak te z KFC.

Chciałabym tyle nie jeść, tak ogólnie, nie tylko dzisiaj. Zrobiłam sobie zdjęcia (w ubraniu). Nie podobam się sobie. Ł - jak zwykle - tego nie rozumie i dziwi się, gdy mówię Mu, że nie lubię swoich nóg, że mogłyby być chudsze. Źle się czuję, patrząc na siebie. Gdybym mogła, zrobiłabym jakąś głodówkę, ale nie mogę, jeżdżę samochodem i mogłabym zasłabnąć za kierownicą. Coraz bardziej nienawidzę siebie. Nie umiem się skoncentrować na nauce. Wszystko mnie rozprasza. Muszę dzisiaj ogarnąć przynajmniej tę łatwiejszą część zagadnień. Przepraszam. To nie ma ładu i składu, to moje pisanie. Nie umiem sklecić ładnego zdania, wszystko się rwie jak moje myśli. Widziałam się dzisiaj z moją koleżanką przez chwilę. Schudła. I to bardzo, w krótkim czasie. Wygląda niesamowicie (mam na myśli jej metamorfozę). Widziałam na ulicy bardzo szczupłą dziewczynę, chyba z anoreksją. Ledwo szła. Ale te nogi w legginsach... Przerażająco piękne. Ostatnio widzę dużo szczupłych i chudych ludzi. Pamiętam pewną dziewczynę z uczelni. Musiała być prowadzona przez koleżanki, bo nie miała siły iść. Zawsze miała mnóstwo ubrań na sobie, tylko po twarzy widać było, że choruje na jakieś zaburzenia odżywiania. Kiedyś widziałam jej rękę - zawsze wydawało mi się, że mam szczupłe ręce, ale ona... Miała je ze dwa razy szczuplejsze ode mnie. Kosteczki powleczone skórą. 

Śniadanie:

kromka chleba z masłem i twarożkiem z solą

herbata

II śniadanie:

5 placuszków i twarożek z solą i pieprzem

Obiad:

rosół z makaronem

2 malutkie skrzydełka kurczaka

2 ziemniaki

2 łyżki surówki z kapusty

W międzyczasie: szklanka soku bananowego pół na pół z wodą

Boli mnie po lewej stronie poniżej żołądka. Coś tam w ogóle jest? Tyle żresz, to się nie dziw, że cię coś boli. Kończę poprawiać pracę. Potem oglądam mecz siatkówki, jakoś po 20:00.